Anamorphose cs721

 

 

 

 

 

 

 

 

W wypadku pierwszej z p?yt rodzinny klan Rodriguesów, wyposa?onych w wiolonczel? i altówk?, spotykamy w towarzystwie kontrabasisty Stephana Bleiera. Nagranie powsta?o w Berlinie, w maju bie??cego roku, a sk?ada si? z pi?ciu swobodnych improwizacji, które trwaj? ??cznie 43 minuty.
Aura otwarcia zdaje si? by? odrobin? przewidywalna. Struny chrobocz? gwa?c?c cisz? introdukcji, co? pomrukuje, niczym instrument d?ty, kto? generuje szybkie oddechy i g??bokie westchnienia – bowed strings in minimal dance! Narracja g?stnieje spokojnymi frazami, które buduj? klimat niemal pre-industrialny, mog?cy w ka?dej chwili eksplodowa? swoj? u?pion? ekspresj?. Instrumenty ?piewaj?, zawodz?, skrobi? o szyb? wilgotnymi palcami. Ich na po?y bezd?wi?czna mechanika jest w stanie dotrze? zarówno do granic ha?asu (tu, bystrymi preparacjami), jak i zanurzy? si? czystymi, kameralnymi frazami w bezmiarze swobodnej narracji. U progu kolejnej cz??ci struny j?cz? pod pr?gie?em kreacji artystów. Na dole opowie?ci snuje si? ni? melodii, przypominaj?ca portugalskie saudade rodz?ce si? w wyj?tkow? ciemnym pokoju. Two arco, one pizzicato! ?piewne frazy cello uroczo hacz? o estetyk? muzyki dawnej. Trzecia opowie?? trzyma si? zamierzch?ej historii kameralistyki. Muzycy sprawiaj? wra?enie, jakby stali na schodach berli?skiej filharmonii i odgrywali smyczkow? symfoni?. ?ab?dzie ta?ce na bazie basowych pomruków, plejada nieska?onych preparacjami czystych fraz strunowych.
Czwarta historia wybudza nas z kameralnych stanów d?wi?kowego ukojenia. Z?owrogie szorowania strun, uderzania smyczkiem po gryfie instrumentu - wszystko w oparach g?stej ciszy, w tle której tworz? si? ma?e melodie, frazy gotowe do intonowania ?a?obnych pie?ni pogrzebowych. Przez moment mamy wra?enie, ?e muzycy pracuj? na samych strunach, jakby ich instrumenty zosta?y pozbawione drewnianej obudowy. Trzy strunowce, niczym klucz dzikiego ptactwa zdaje si? p?yn?? lotem wznosz?cym, prowadz?c przy tym niezobowi?zuj?ce rozmowy o ?yciu. Rezonuj?ce d?wi?ki wiolonczeli i altówki dobrze lepi? si? tu z basowym pizzicato, które repetuje, tworz?c zmys?ow? baz? dla ich melodyjnych pomys?ów. Czas na fina? tej strunowej przygody. Zaczyna wiolonczela, która ostro riffuje, pe?na niemal rockowego temperamentu. Kontrabas burczy, a altówka kompulsywnie ?piewa. Dynamika improwizacji efektownie ro?nie, jej faktura g?stnieje, a emocje rodz? si? dzi?ki drastycznym szarpni?ciom za struny najwi?kszego z instrumentów. Opowie?? zaczyna przypomina? ma?a burz? z piorunami. Trzy smyczki id? tu w tango i ?wietnie si? w tym czuj?! Na sam koniec schodz? w pobli?e ciszy, kwil? na stronie, kto? wydaje ludzki odg?os, a kontrabas chrz?ka frazami niepozbawionymi agresji. Andrzej Nowak (Spontaneous Music Tribune)