Affinity Suite cs742

 

 

 

 

 

 

 

 


Kwintetowa improwizacja na trzy instrumenty strunowe, saksofon i perkusj? doprawdy udanie konsumuje swój tytu?, który mo?emy do?? swobodnie (!) t?umaczy? jako Suit? Pokrewie?stwa. Tutaj stara si? ona bowiem ??czy? swobodn? kameralistyk? z otwartym, w pe?ni improwizowanym jazzem, któremu wcale nie jest zbyt daleko do statusu free jazzu. Narracja budowana cierpliwie, ale raz za razem nap?dzana jazzowym drive’em perkusji, tudzie? masywnym brzmieniem kontrabasowego pizzicato, udanie za? tonowana kameralnym tembrem altówki i wiolonczeli. Tym, który stoi w tej narracji prawdziwym okrakiem zdaje si? by? saksofonista. ?wietnie znamy jego umiej?tno?ci asymilacji w ka?dych warunkach scenicznych, nie dziwi nas zatem, i? w dziele konstruowania pokrewie?stw mi?dzygatunkowych ma on wyj?tkowo du?o do powiedzenia. Przy okazji zauwa?my, i? w przypadku altowiolinisty Ernesto Rodriguesa, Affinity Suite jest by? mo?e jedn? z najbardziej ognistych i dynamicznych p?yt, jakie kiedykolwiek nagra?. Pozosta?ym czterem muzykom do jazzu jest ca?kiem blisko, zatem nasze tropy gatunkowe wydaj? si? by? trafione.
Na pocz?tek arty?ci serwuj? nam drobn? strunow? rozgrzewk?. Obok le?y skulony saksofon, a na werblu i tomach dziej? si? mikro zdarzenia. Zawieszona w pró?ni kameralna narracja przypomina spacer go?? stop? po zroszonej porannym deszczem ??ce. Klecona ze small talks paj?czyna interakcji z ka?d? p?tl? zag?szcza si?. Ka?dy instrument dok?ada swoje i rozhu?tane chamber zaczyna odnajdywa? pierwsze post-jazzowe podpórki. Gdy tempo ro?nie, ci??ar improwizacji przesuwa si? ku atrybutom bardziej jazzowym. Po dziesi?tej minucie muzycy wracaj? do kameralnych zachowa?. Kontrabas przechodzi w tryb arco i wraz z altówk? i cello zaczyna budowa? d?ugie, g??boko oddychaj?ce frazy. Saksofon bez wahania wchodzi w zastan? estetyk?. Nowa intryga, budowana po nied?ugim czasie niemal bez udzia?u instrumentów strunowych, pe?na jest mroku i dramaturgicznego zaniechania. Powrót smyczków reinkarnuje stan mi?dzygatunkowego rozkroku. Zdaje si?, ?e wszyscy muzycy w tym stanie czuj? si? wy?mienicie! Kolektywna decyzja o poszukiwaniu drobnego wzniesienia wydaje si? w tym momencie wyj?tkowo trafiona. Fina? pierwszej improwizacji skrzy si? wy??cznie dobrymi emocjami.
Drug? histori? inicjuj? wy??cznie strunowce. Pi?owanie gryfów i chrobot dr??cych pude? rezonansowych, to pierwsze przejawy zdarze? fonicznych. Introdukcja wydaje si? nad wyraz d?uga, cierpliwa, a samo wej?cie w stan narracji saksofonu i perkusji dzieje si? niemal bezszelestnie. D?wi?ki klej? si? teraz do siebie wyj?tkowo zwinnie, a improwizacja osi?ga stan chamber-jazzu i ?apie niemal taneczn? dynamik?. Akcj? buduj? teraz bracia Lencastre, ale jest ona udzia?em wszystkich artystów zgromadzonych w studiu nagraniowym. Trzecia improwizacja tak?e rodzi si? na gryfach wiolonczeli, altówki i kontrabasu. Pizzicato & arco in chamber suspens! Po nied?ugiej chwili saksofon zaczyna formowa? drobne drony, a w tle rozb?yskuj? perkusjonalne ?wiecide?ka. Ka?dy z muzyków buduje tu swoj? opowie??, ale wszystkie one wchodz? ze sob? w udane interakcje. Przez moment prym wiedzie altówka, ale do?? szybko przypomina sobie o kolektywnej konstytucji tego spotkania. Narracja nie szuka na razie ?adnych wzniesie?, p?ynie szerokim, efektownym korytem przeró?nych zdarze?. Tempo wzrasta jakby mimochodem, niesione ?piewem saksofonu i nerwowymi podrygami kontrabasu i perkusji. Cello i viola dok?adaj? urocze ornamenty. Nim jednak arty?ci zwie?cz? swoje dzie?o, proponuj? nam do?? zaskakuj?ce spowolnienie. Post-dynamika ostatniej fazy nagrania zdaje si? by? wyj?tkowo rozhu?tana, rwana, nawet nerwowa, zdobiona wszak?e wyj?tkowo urokliwymi zdarzeniami strunowymi. Andrzej Nowak (Spontaneous Music Tribune)